




|
Z PAMIĘTNIKA SZKODNIKA czyli życie z wilczakiem

Taro pojawił się w naszej rodzince 8 marca 2003 roku mając 3 m-ce i 8 dni. W domu zastał oprócz nas
Czenekę, która z zazdrości tępiła go przez 5 dni. Po czym znudziła
się tym ciągłym pilnowaniem wszystkiego i wszystkich i ... zaczęło
się ...

A teraz w miarę odświeżania pamięci będzie chronologicznie.
29 kwietnia 2005, 20:51
Ojoj ale długo nie pisaliśmy...
I żeby nie było wątpliwości, że nie mieliśmy o czym ale tak jakoś zapomina się...
Ok 3 tygodni temu wyprawiałam swoje urodzinki. Przyszło parę przyjaciół
z dziećmi...więc pieski na jakiś czas wylądowały w kuchni (w której na
codzień nie wolno im przebywać). Taro oczywiście miał założony
namordnik...Po jakiejś chwili słyszę rumor dobiegający z kuchni...wpadam
tam i ...
Drzwi od lodówki otwarte na oścież...nowy namordnik Tarusia umazany
przepysznym 3-kolorowym sernikiem na zimno (przygotowanym na
okoliczność urodzin). Taro, któremu namordnik daje duuuże możliwości
oblizywania się miał minkę "jakby sięgnął nieba"...
No i psisko poznało co znaczy lodówa.
Minęło parę dni a tu piesek jak zwykle próbuje niepostrzeżenie wślizgnąć
się do kuchni... chwila nieuwagi i ... lodówa otwarta, kiełbasa
zawinięta w papierek leży na podłodze a pies się oblizuje od ucha do ucha.
Wpadłam do kuchni i pomyślałam (o, święta naiwności...), że tym razem zdążyłam,
że nie tknięta kiełbasa w porę uratowana...
Następnego dnia wieczorkiem szukam ... kostki serka topionego (oczywiście w
lodówce)... pytam szanownego małżonka czy to może on go skonsumował...a
w odpowiedzi usłyszałam śmiech (też mi śmieszne, serek topiony, hm...)
Okazało się, że Sebastian (vel Cyna) podczas przedpołudniowego spacerku
zapatrzył się na kupę Tarusia...cóż za blask z niej bił...myślał, że to
złotodajna kupa, a to okazało się jedynie ... złotko z zaginionego serka topionego...
25 września 2004, 13:20
Dzisiaj postanowiłam sprawdzić się w kuchni robiąc po raz pierwszy
w życiu pierogi.
Zaopatrzyłam się z tego powodu w stolnicę, którą umieściłam w pokoju
aby wygniatając ciasto móc obejrzeć film na video. Ciasto udało mi się
uformować w piękną kulkę wielkości piłki ręcznej. Jako, że zabrakło mi
mąki musiałam na SEKUNDĘ oddalić się do kuchni ...
Wracam z kuchni ... dochodzę do stołu i ...
GDZIE JEST MOJE CIASTO????????
Taro - szkodnik nr 1 - leży pokornie pod stołem (czyt.: jestem winny), a
ciasta na stolnicy brak !!!!!!!!! Nic to wzięłam się za poszukiwania ...
i owszem znalazłam je zawinięte w śpiworze na sofie mocno nadgryzione ...
Cóż, piesek dostał ostrą reprymendę, a ja ciacho do kuchni opłukałam i do
roboty wałkować. Po sklejeniu pierogów (z kapustą i grzybami, mniam mniam)
z połowy ciasta, ostały mi się skrawki, które uformowałam w kulkę i
zostawiłam do kolejnej obróbki. Gotowe pierogi wzięłam do kuchni
aby je ugotować. Wracam ...
GDZIE JEST MOJA KULKA ZE ŚCINEK ???????????
Taro oczywiście z niewinną minką pod stołem, a co? Zaś kulkę, po kolejnych
poszukiwaniach znalazłam w postaci rozciągniętej bryji w legowisku
Czeneki (a co niech teraz ona dostanie).
Wnioski końcowe:
1. Bryja niestety do kosza.
2. Szkodnik dostał namordnik i siedział w nim do ostatniego ugotowanego
pieroga.
3. Film jeszcze raz trzeba będzie oglądać.
...
.
.
.
10 grudnia 2003, 18:20
Tylko parę tygodni Taro dał nam spokój w nowym mieszkaniu. Nie licząc
małych incydentów po drodze, było spokojnie ... aż dziś!!!
Nie mógł splamić honoru klanu Kollarov dvor i dał popis ... Odgryzione paski od
założonego namordnika, troszkę zmielony trapez od osprzętu mojej deski
surfingowej (także tego już nie sprzedam ...), zmielona sypialnia i
duży pokój.
Na końcu wziął się za słownik penguina angielsko - angielski,
bo stwierdził, że pańcio i tak nie speaka na poziomie advanced, więc po co mu.
Tak, więc .... pani sympatyczna z schroniska powiedziała, że skoro musimy to
chętnie przyjmie takiego osobnika jak wilk i napewno znajdzie kogoś dla
niego.
18 października 2003, 16:50
Dziś o mały włos nie straciliśmy łącza ... Taro (nieodrodny brat swojej
siostry), podczasu mojego pobytu w łazience, znudzony
dorwał się do kabla i zgryzł końcówkę (ale udało się z niemałym trudem
wcisnąć ją do gniazda - jak widać), niestety wtyczki do telefonu już
nie udało się uratować (bądź co bądź komórki też istnieją!).
16 lipca 2003, 18:30
No a jakże, wszyscy piśmienni i czytaci a ja ni hu hu. O nie, tak nie
można ... trzeba to zmienić ...
Tak zapewne pomyślał nasz zdolny piesek i rozpoczął naukę czytania
od maili, skupiając się na tych, o jego siostrze Halli. Postanowił pokazać,
że co geny to geny, nic na to nie poradzimy.
Do rzeczy: Cyna postanowił zejść na chwilę do piwnicy, pomyślał - chwila,
więc nie warto zakładać namordnika ... Wracając, już na klatce schodowej
poczuł gaz ..., wchodzi do mieszkania a tu coraz gorzej śmierdzi ...
już biegiem wpada do kuchni a tu szkodnik siedzi wpatrzony w butlę z
ulatniającym się gazem, którą to udało mu się odkręcić, a co?
Żeby nie było, mimo zaufania (o naiwni!!!) drzwi do kuchni były jak
zwykle zastawione 15 kg workiem z karmą w pudle.
24 czerwca 2003, 17:22
Dzisiaj Taro stwierdził, że nie będzie gorszy od pańcia i zapisze się
na kurs pilota oblatywacza okien (pańciu jeno kurs wspinaczkowy).
Podczas otwierania okna (mieszkamy na I piętrze w starym budownictwie,
czyt: wysoko) nasz piesek stwierdził, że właśnie nastąpił czas na
rozpoczęcie swego kursu i ciach do okna, lekkie wspięcie się na
parapet ... i pańciu wykazał się nie lada refleksem, łapiąc szkodnika
za bioderka i fiuuu do środka.
Efekt końcowy:
1. Taro nie zaliczył kursu pilota oblatywacza!!!
2. Krople walerianowe stoją na półeczce zawsze pod ręką!
10 czerwca 2003, 16:22
Można też tak: Taro bawi się razem z pańciem i z Czeneką na byłym boisku,
nagle pojawia się niewysoki "pies" (czytaj: mała dziewczynka ok 10 lat).
Więc co należy zrobić ... oczywiście przywitać się czyli ... złapać
ją za rękaw, nogawkę, długie anielskie włosy i ... powalić na
ziemię ... . Efekt ... ryk, panika i ucieczka, a do tego krzyki
ludzi "....morderca !!!!!!, policja !!!! ..." czy też coś takiego.
Chciałem pójść z dziewczynką do jej rodziców i
pokazać, że to szczeniak ale ze zrozumiałych względów nie poczekała...
No, a my mamy nauczkę. Bez kagańca nie spuszczamy. Chyba, że na szkoleniu
lub u mojego taty w pracy...
8 kwietnia 2003, 11:57
Dzisiaj robiłam część zakupów na święta Wielkanocy
m.in. 2 opakowania po 6 jajek, 1/2 litra gęstej śmietany, 1/2 kg
marchewki etc. Nagle okazało się, że muszę wyskoczyć po chleb na
przeciwko do sklepu (przedłużyło się do 15 min) - żeby nie było,
drzwi do kuchni były zamknięte i zabarykadowane 15 kg workiem karmy w
pojemniku.
Wchodzę po 15 min i co widzę.......?
Jedno pudełko jajek
zjedzone, z drugiego zostało jedno całe jajko, drugie nadgryzione, 1/2
litra śmietany wychłeptane w całości, marchewka ostała się w ilości 2 szt.
Ok. 2 jajek rozprowadzonych było na dywanie w postaci wstrętnej, żółtej
mazi brrrrr..... aaaaaa...... zapomniałam o rozsypanym ryżu , a
wszystko to 2 dni przed świętami po generalnym porządku.
Wystarczy....??????
Wtedy to nie sprzątając wzięłam psa do psiowego sklepu i kupiłam
namordnik. Ładny, Taro-Harry wygląda w nim jak Hanibal Lecter
(z Milczenia owiec). Skutkuje na 50 %, bo daje jeszcze mu duży luz.
Dobra wystarczy.
13 marca 2003, 15:26
Pierwsza demolka w mieszkaniu podczas wściekłej pierwszej zabawy z
Czeneką (łaskawa pani zgodziła się spuścić z tonu). Piękne nowe
legowisko doznało pierwszego uszczerbku. Pańciu choć na "tacierzyńskim"
to i tak nie jest w stanie upilnować małego. Prawda taka, że ze szczęścia,
że pieski jednak zaczęły się bawić, czujność pańcia zawiodła.
|